E-sport w obliczu tzw. „ACTA2”

20 maja 2019 Autor e-sport, Prawa własności intelektualnej

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (dalej także: Dyrektywa), zwana potocznie #ACTA 2 bądź Article 13, jest tematem wielu burzliwych dyskusji. Platformy takie jak Twitch, Google czy Youtube, stanowiące główne kanały komunikacji i produkcji treści gamingowych, apelowały do swoich użytkowników o wywieranie presji na europosłów w celu zapobiegnięciu wejścia ww. regulacji w życie, jako uderzających w wolność internetu i funkcjonowanie tych portali w Unii Europejskiej. Pojawiają się jednak opinie, iż dyrektywa ta nie będzie nieść za sobą tak wielu negatywnych konsekwencji i stanowi znakomite narzędzie dla twórców treści do skuteczniejszej walki z piractwem. Jakie zatem realne konsekwencje niosą za sobą nowe regulacje i jak wpłyną one na rynek e-sportu?

Na wstępie należy wyjaśnić czym w ogóle są dyrektywy unijne? Jak czytamy na oficjalnej stronie Unii Europejskiej:

„Dyrektywa jest aktem prawnym wyznaczającym cel, który muszą osiągnąć wszystkie państwa UE. Sposób jego osiągnięcia określają jednak poszczególne kraje za pośrednictwem swoich własnych aktów prawnych”

To właśnie pośredni charakter tych aktów prawnych odróżnia je od rozporządzeń (z których najbardziej obecnie znanym jest słynne RODO). Co za tym idzie, to Polski rząd będzie finalnie odpowiadał za konkretny sposób uregulowania tej przestrzeni, a dyrektywa Unijna wyznacza jedynie cel który prawodawca ma osiągnąć.

No właśnie, ale o jakim celu mowa?

Jak czytamy w art. 1 Dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, jej celem jest „dalsza harmonizacja przepisów prawa Unii mających zastosowanie do prawa autorskiego i praw pokrewnych w ramach rynku wewnętrznego”. W pierwszych artykułach Dyrektywa wskazuje sposoby udzielania licencji zbiorowych na korzystanie z chronionych utworów, które państwa członkowskie mają zaimplementować. W artykule 15 określa ochronę publikacji prasowych, w zakresie sposobów korzystania z ich publikacji prasowych przez dostawców usług społeczeństwa informacyjnego, tj. portali takich jak Facebook, Twitter czy Reddit, co zostało okrzyknięte przez zachodnie media jako „link-tax”. U źródeł tego przepisu leżą protesty publikacji internetowych wskazujących, iż ww. portale, do umieszczanych przez ich użytkowników linków, załączają tzw. „snippet’y” (w dosłownym tłumaczeniu „skrawki”) tekstów, które to, jak argumentują wydawcy, zaspakajają potrzeby czytelników i pozbawiają artykuł wyświetleń, a w konsekwencji pozbawiają jego autora zysków.

Najwięcej kontrowersji wzbudził jednak artykuł 17 Dyrektywy, który został okrzyknięty mianem „ACTA2” (w nawiązaniu do Anti-Counterfeiting Trade Agreement”, międzynarodowego porozumienia regulującego walkę z naruszeniami własności intelektualnej, zaproponowanego w 2010 roku) bądź „article 13” (gdyż w pierwotnym projekcie dyrektywy przepis ten został opatrzony takim właśnie numerem). Jest on odpowiedzią na paradoks, w którym podmioty agregujące ogromne ilości danych, szczególnie filmów oraz utworów muzycznych, skutecznie unikały odpowiedzialności za naruszenia praw własności intelektualnej na ich platformach. Wiąże się to z faktem, że do tej pory „wydawcą” treści w serwisach takich jak Soundcloud czy Youtube był użytkownik publikujący te treści, a nie korporacja nimi zarządzająca. Sprawiało to, że podmiot którego prawa autorskie naruszane były przez anonimowego użytkownika platform społecznościowych, nie mógł dochodzić swych roszczeń przeciwko takiej platformie. W przypadku naruszenia swoich praw autor musiał złożyć tzw. „DMCA claim” – zgłoszenie o naruszeniu praw autorskich na podstawie amerykańskiej ustawy The Digital Millennium Copyright Act, a dopiero w przypadku braku współpracy ze strony platformy publikującej treści mógł ją pozwać, co też nie zawsze kończyło się sukcesem. Jednym z podmiotów, które w przeszłości pozywały Youtube jest Viacom International (więcej o tej sprawie tutaj).

W artykule 17 pkt. 1 Dyrektywy czytamy jednak:

„Państwa członkowskie wprowadzają przepisy przewidujące, że dostawca usług udostępniania treści online dokonuje czynności publicznego udostępniania lub czynności podawania do publicznej wiadomości do celów niniejszej dyrektywy, w przypadku gdy udziela on publicznego dostępu do chronionych prawem autorskim utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez jego użytkowników.”

Przenosi to zatem odpowiedzialność za naruszenia praw własności intelektualnej na portalach publikujących treści z użytkowników na sam portal, z momentem publikacji treści. Problematyczny jest także punkt 4:

„Jeżeli nie udzielono zezwolenia, dostawcy usług udostępniania treści online ponoszą odpowiedzialność za nieobjęte zezwoleniem czynności publicznego udostępniania, w tym podawania do wiadomości publicznej, chronionych prawem autorskim utworów i innych przedmiotów objętych ochroną, chyba że wykażą, że:

a)  dołożyli wszelkich starań, aby uzyskać zezwolenia, oraz

b)  dołożyli wszelkich starań – zgodnie z wysokimi standardami staranności zawodowej w sektorze – aby zapewnić brak dostępu do poszczególnych utworów i innych przedmiotów objętych ochroną, w odniesieniu do których podmioty uprawnione przekazały dostawcom usług odpowiednie i niezbędne informacje; oraz w każdym przypadku

c)  działali niezwłocznie po otrzymaniu odpowiednio uzasadnionego zastrzeżenia od podmiotów uprawnionych w celu zablokowania dostępu do utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną, których dotyczy zastrzeżenie, lub usunięcia ich ze swoich stron internetowych, a także dołożyli wszelkich starań, aby zapobiec ich przyszłemu zamieszczaniu zgodnie z lit. b).”

Regulacje te w teorii wydają się zasadne. W końcu platformy takie jak Youtube czerpią korzyści z umieszczanych na ich serwerach treściach, powinny zatem ponosić odpowiedzialność za znajdujące się na nich materiały. Ponadto, rygorystyczność tych regulacji została rozluźniona w pkt. 5 i 6, które określają wyjątki oraz wyłączenia z ich stosowania. W pkt. 7 wprowadzone zostało wyłączenie, umożliwiające korzystanie z utworów objętych ochroną, w celach cytowania, krytyki, recenzowania, karykatury, parodii lub pastiszu. Niemniej, w obliczu powyższych regulacji powstał nowy problem – jak korporacje, które w związku z nowymi regulacjami będą narażone na ogromne koszty związane z potencjonalnymi naruszeniami praw własności intelektualnej, rozwiążą problem „dołożenia wszelkich starań”, aby uzyskać zezwolenia na korzystanie z praw autorskich, bądź zapewnić brak dostępu do utworów naruszających prawa autorskie,Najprawdopodobniej zaowocuje to zaostrzeniem algorytmów takich jak Youtube’owski Content ID, wykrywających utwory o zastrzeżonych prawach autorskich, oraz filtrowaniem za ich pomocą wszelkich umieszczanych na platformach społecznościowych treści.

AI na ratunek

Wprowadzenie sztucznej inteligencji do walki z naruszaniem praw własności intelektualnej niesie za sobą wiele ryzyk. Do tej pory bowiem systemy AI nie są w stanie odróżnić cytatu, krytyki, karykatury a w szczególności parodii czy pastiszu od realnego plagiatu. W rezultacie regulacje te mogą doprowadzić do uniemożliwienia działalności autorów recenzji filmów, producentów remixów czy twórców publikujących tzw. memy.

Dla e-sportu problem ten jest niezwykle poważny. Jak bowiem w obliczu Dyrektywy traktowany będzie livestream, na którym twórca streamowanych treści nadaję na żywo rozgrywkę z gry należącej do jej wydawcy bądź dewelopera, komentując swoją rozgrywkę, wyświetlając graficzne layouty zawierające lokowania produktów swoich sponsorów, a w tle odtwarza muzykę wydaną przez wytwórnię muzyczną?

Z doświadczeń związanych z funkcjonowaniem wcześniej wspomnianego Content ID wiemy, iż Youtube niejednokrotnie przyznawał prawo do całości zysków z wielominutowego filmu właścicielowi muzyki, nawet jeżeli pojawiła się w nim przez zaledwie kilkanaście sekund.

Z kolei o tym, że deweloper gry może, i nie zawaha się skorzystać ze swoich praw własności intelektualnej, w bolesny sposób przekonał się najpopularniejszy twórca na Youtube, Felix Kjellberg, znany jako PewDiePie. W obliczu kontrowersji związanych z oskarżeniami Kjellberga o rasistowskie wypowiedzi, współzałożyciel studia Campo Santo i twórca gry Firewatch, Sean Vanaman, podjął decyzję o wystosowaniu prośby do Youtube’a o usunięcie z portalu wszystkich filmów z ich grą na kanale prowadzonym przez PewDiePie, co też Youtube niezwłocznie uczynił.

Co zatem się zmieni?

Problemy związane z prawami autorskimi w e-sporcie nie są niczym nowym. Otwarte pozostaje natomiast pytanie, w jaki sposób algorytmy wprowadzane przez największych dostawców usług udostępniania treści online będą w stanie odróżnić legalnie używane treści chronione prawami własności intelektualnej, od tych które do legalnych nie należą. Do tej pory użytkownik mógł umieścić swoje treści na platformie społecznościowej, a w momencie, gdy algorytm lub odbiorca treści wykrył naruszenie praw autorskich i zgłosił to do zarządców tej platformy, twórca miał szansę wykazać swoje racje, powołać się na fakt użytkowania treści na prawie cytatu lub innych dozwolonych form powielania treści.

W związku ze zdefiniowaniem dostawcy usług udostępniania treści online jako „wydawcy” danych treści, będzie on odpowiedzialny za naruszenia praw własności intelektualnej z momentem publikacji danej treści na portalu. Youtube straszył swoich użytkowników taką wizją platformy po wprowadzeniu Dyrektywy. Przedstawia ona stronę główną platformy, na której większość materiałów została oznaczona jako „niedostępna”. CEO Twitch’a, Emmett Shear, w otwartym liście do użytkowników także nie stronił od postapokaliptycznych prognoz dotyczących dalszego funkcjonowania portalu. Jak widać platformy te nie ukrywają faktu, iż w przypadku choćby potencjalnego zagrożenia powództwem z tytułu naruszeń praw autorskich nie zawahają się wprowadzić drastycznych filtrów chroniących ich przed taką odpowiedzialnością.

Co dalej?

Dyrektywa czeka na ogłoszenie w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Od momentu jej ogłoszenia państwa członkowskie będą miały 24 miesiące na dokonanie implementacji przepisów Dyrektywy do ich systemów prawnych. W artykule 17 pkt. 10 Dyrektywy czytamy:

„Od dnia … [data wejścia w życie niniejszej dyrektywy] Komisja we współpracy z państwami członkowskimi organizuje dialog zainteresowanych stron, aby omówić najlepsze praktyki w zakresie współpracy między dostawcami usług udostępniania treści online a podmiotami uprawnionymi. Komisja – w porozumieniu z dostawcami usług udostępniania treści online, podmiotami uprawnionymi, organizacjami użytkowników i innymi właściwymi zainteresowanymi stronami oraz uwzględniając wyniki rozmów zainteresowanych stron – wydaje wytyczne dotyczące stosowania niniejszego artykułu, w szczególności w odniesieniu do współpracy, o której mowa w ust. 4. Przy omawianiu najlepszych praktyk w szczególności uwzględnia się, między innymi, potrzebę wyważenia praw podstawowych oraz stosowania wyjątków i ograniczeń. Do celów dialogu zainteresowanych stron organizacje użytkowników mają dostęp do odpowiednich informacji przekazanych przez dostawców usług udostępniania treści online na temat funkcjonowania ich praktyk w odniesieniu do ust. 4.”

To właśnie od tego dialogu pomiędzy dostawcami usług udostępniania treści online a podmiotami uprawnionymi, prowadzonego pod patronatem Komisji Europejskiej oraz państw członkowskich, będzie zależeć to, jaki kształt przyjmą praktyki platform społecznościowych. Niemniej, przyjęta treść aktu prawnego z pewnością nie jest optymalna dla e-sportu – przestrzeni w której kwestie praw własności intelektualnej są wyjątkowo zagmatwane i niejasne, a niejednokrotnie nadużywane były systemy zgłaszania ich naruszeń.

Dodatkowych komplikacji dostarczy fakt, iż każde państwo członkowskie ureguluje materię Dyrektywy w nieco odmienny sposób, adekwatny do obowiązujących w nim aktów prawnych, co rodzi wiele potencjalnych problemów dla podmiotów tworzących treści na rynek europejski, w szczególności streamerów, youtuberów oraz organizatorów imprez e-sportowych.

Autorzy

adw. Jan Łukomski

Stanisław Stokłosa

Tags: , , , , , , , , ,

Siedziba kancelarii

ul. Swojska 21a
60-592 Poznań
tel: +48 604 430 051
+48 509 428 522

Wszelkie prawa zastrzeżone

© 2019 Łukomski Niklewicz Adwokacka Spółka Partnerska
Polityka prywatności

     

Site created by Roibry